Posty

Tegoroczna edycja festiwalu "Pociągu do miasta"

Obraz
Tegoroczna edycja festiwalu "Pociągu do miasta" na stacji wspólnotowość uruchomiła w mojej przestrzeni kilka odczuć, wrażeń i spostrzeżeń, którymi chciałbym się podzielić. Pierwszy spektakl w wykonaniu grupy teatru ósmego dnia, czyli "Royberki" uważam za bardzo udany. Przede wszystkim zauważyłem tu utalentowane młode kobiety, które mają wyraźną misję. W mojej ocenie drabina była jak kajdanki, a może jak krzyż, który ogranicza ruchy, stanowi element ciężkości bytu / niesprawiedliwości społecznej... Drabina początkowo w pozycji poziomej / horyzontalnej przekształciła się w pionową - wertykalną, stając się pomocną do sięgnięcia wyżej, miejscem manify, wartością i symbolem walki. Opowiedziane w tej przestrzeni historie jednoczyły nas i sprzyjały poczuciu wspólnotowości. Kreatywny i ważny przekaz, wymagający od widza przemyślenia własnych doświadczeń i potrzeb w życiu zawodowym i prywatnym. Wymagający spojrzenia również na nasze otoczenie - na innych ludzi, którzy w tej ...

Recenzja festiwalu Pociąg do Miasta, XII Stacja Wspólnotowość

Obraz
Tegoroczna XII edycja festiwalu teatralnego Pociąg do Miasta przebiegała pod hasłem szeroko rozumianej wspólnotowości. Tradycyjnie na festiwalu można było zobaczyć maraton siedmiu spektakli, każdy kolejnego wieczoru. Siłą tego festiwalu jest dostępność, to darmowe wydarzenie, które przyciąga tłumy, nie ważne, w której dzielnicy się odbywa. Mało osób wychodzi w trakcie, jednak na dyskusję z twórcami po występie może zostać tylko część. Wiele osób martwi się o dojazd do domu komunikacją zbiorową. Ja zawsze pedałuję na to wydarzenie, więc nie mam problemu z zaparkowaniem, a tym bardziej powrotem. Innym wyzwaniem jest temperatura, wieczory bywają bardzo zimne, choć w tej edycji pogoda dopisała. Spektakle są rozgrywane w plenerze, zazwyczaj na płaskiej powierzchni, bez wznoszenia sceny. Biorąc to pod uwagę oraz duże zainteresowanie, trzeba dużo wcześniej zająć miejsce, by widzieć, a czasem i słyszeć co się dzieje na scenie. Już pół godziny przed wydarzeniem pierwsze rzędy są pełne! W trakci...

Aqua Sapiens - Teatr Fuzja ( Poznań )

Obraz
  Tytuł nawiązuje oczywiście do sformułowania homo sapiens. Akcja dzieje się w sanatorium gdzie wybrańcy, którzy się do niego dostali mogą czerpać korzyści. Powstaje tam społecznść, która jednak nie ma umiaru, cały czas chce " Więcej !.....Więcej !....i.... Wiecej ! ". Woda w postaci plastikowych kulek "wylewana" jest wiec na mieszkańców sanatorium którzy w szlacheckich perukach, jeżdżą na podeście wanną i pławią się w niej. Jednak ta oczywista oczywistość zaczyna się kończyć. A wraz z nią kuracjusze, którzy siedzą już pod kroplówkami i są coraz słabsi - nie mają czym oddychać.... W końcu woda się kończy całkowicie a głos z góry uświadamia, że woda jest jak relacje międzyludzkie i trzeba o nią dbać, coś zostawić też dla innych. Dla potomnych. Czy potrafimy powstrzymać swoją zachłanność? Często dzieje się tak, że pozorne szybkie zyski przysłaniają wszystko a człowiek przestaje być rozumny i...woda się kończy... Muszę też oczywiście wspomnieć o formie - z wielkim rozm...

Kto zabił w Konitzville

Obraz
Bardzo mi się podobało począwszy od świetnie dobranego miejsca ( stara hala, w której dawniej działało zaplecze transportowe ), które wzbogacały prawdziwe przejazdy pociągów jak i szczekanie psa, który " przyszedł na spektakl" poprzez świetną grę aktorską wszystkich trzech panów, którzy na te dodatkowe efekty również reagowali. To przedstawienie najbardziej trafiło w mój gust. Raz, że lubię się przenieść w inną rzeczywistość, dwa, że lubię kryminały i trzy, że było to po prostu bardzo smaczne dla zmysłów ( wizualnie i dźwiękowo ). To przedstawienie było ostatnim na festiwalu i niestety nie było rozmowy z twórcami czego żałuję bo chciałam się dowiedzieć więcej. Jak się okazuje jak poszperać sztuka oparta jest na prawdziwych zdarzeniach, które miały miejsce w 1900 roku w niedalekich od Gdyni Chojnicach ( pruskim Konitz ). Zamordowany został wówczas młody gimnazjalista Ernst Winter a jego ciało zostało poćwiartowane. Ta makabryczna zbrodnia wywołała fale antysemickich zamieszek ...

„ Jestem smutny, wchodzisz w to? „

Obraz
Z lekka tajemniczy i trącający niepewnością, tytuł spektaklu z czwartego dnia XII edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Pociąg do Miasta – „Love and Death, Sex and Illness „ reżyser i choreograf w jednym, Wojciech Furman zaproponował własną opowieść w formie teatru fizycznego, w którym ciało aktora jest głównym narzędziem wyrazu a dokładniej każdy ruch, mimika, gest czy akrobatyka tańca, służą do przekazywania emocji i komunikacji z publicznością. Wariant tego rodzaju sztuki korzeniami sięga pantomimy. Zajęta przygotowaniami kameralnej, jak i twórczej przestrzeni pod warsztaty recenzenckie z trenowania uważności, moje uszy wyłapywały co pewien czas przyjemne wątki muzyczne czy też pojedyncze kwestie ze scenariusza. Nie chciałam zbytnio podglądać prób do spektaklu, by nie umniejszać sobie późniejszej mocy odbioru, chwil zaskoczenia czy spontanicznego ścisku w gardle, jeśli pojawią się przebłyski wzruszeń.  Nie ukrywam ...miałam znaczne obawy przed tematyką, gdyż sama mierzę się od 3 lat ...

„Frogshop”. Kiedy konsumpcjonizm przyjmuje groteskowe formy.

Obraz
       Pierwsze, co ciśnie mi się wśród myśli na temat „Frogshop”? Absolutny banger. Kolejne z przedstawień, które dołączyły do mojego osobistego grona ulubionych. Już teraz śmiem powiedzieć, że chętnie zobaczyłbym to jeszcze raz, jeśli będzie ku temu okazja. Ale, ale… zanim rozpędzę się z peanami, wskazane byłoby powiedzieć dokładniej, dlaczego.       „Frogshop” to porywający spektakl, będący zręczną mieszanką satyry i groteski o agresywnym modelu biznesowym znanej sieci małych sklepów spożywczych, który okazał się mieć masywny wpływ na życie wielu Polaków, w tym moje własne. Porusza również narastający problem, gdzie naturalna konkurencja i lokalni handlarze stopniowo zmuszeni bywają zamknąć swoje biznesy, które prowadzili od lat, ze względu na niemożność utrzymania tempa za nowym graczem w okolicy, który ma choćby lepsze zaplecze dostawców i generalnie jest wspierany przez korporacyjnego molocha, co jak co. Podobnie, zwraca również uwagę na to,...

"Ojcem staje się mężczyzna w okresie prenatalnym "

Obraz
Idąc na to przedstawienie, miałam sporo obaw i ciekawości jak temat ojcostwa, tak bliski wszystkim, zostanie potraktowany.   Zaczęło się od początku- ciąża, oczekiwanie na stanie się ojcem. Głosy mężczyzn, przemawiających do płodów pełne nadziei, miłości, stanowiły wspaniale wprowadzenie do życiowej historii. Z 4 poszewkowych łożysk na światło dzienne wyłonili się Oni.  Aktorzy ogrywali role dzieci i ich rodziców. Pokazali różne momenty z życia chłopca, jak i dorosłego mężczyzny . Wybór miejsca akcji , który padł na plac zabaw idealnie pomógł zaprezentować  trening siły i męstwa , przez który przechodzili. Scena dyscyplinowania jak i bycia dobrym kumplem , bardzo mnie poruszyła. Upalny wieczór sprzyjał wiarygodności wysiłku fizycznego.  Drogę ojca pokazano z różnych stron i z różnym wydźwiękiem emocjonalnym- nieporadność w  rozmowie na trudne tematy, poszukiwanie akceptacji  w monologu młodego chłopaka, komizm i nostalgia ojcowskich wspomnień. Motyw ma...

„Love and death, sex and illness” – czyli „Sex, drugs & rock’n’roll” dla dojrzalszych emocjonalnie

Obraz
     Zastanawiałem się trochę, czy powinienem pisać niniejszy tekst. Głównie z powodu, że jestem niespecjalnie wyczulony na teatr tańca czy ruchu jako głównego medium przekazu treści. Mimo tego, postanowiłem spróbować z prostego faktu, że w „Love and death, sex and illness” zobaczyłem coś, co trąciło we mnie kilka czulszych strun. Po tym krótkim wstępie przejdę w takim razie do konkretów.       Takoż tak – mojej osobistej tradycji festiwalowej stało się zadość: musiałem spóźnić się na chociaż jeden ze spektakli, w dodatku ten z krótszych. Na moje szczęście, poniekąd, udało się nie stracić zbyt dużo. No, na pewno nie miałem okazji posłuchać w pełni kilku humorystycznych tekstów, jakimi dzielił się z publiką – równie przemiły poza sceną, jak i na niej – pan Wojciech Furman, reżyser i aktor w jednej osobie.       Chociaż wspominałem, że nie jestem dobry w rozumieniu albo czuciu teatru tańca, to nawet takie (chwilowo) emocjonalne drewno...

„Meltdown” – czyli jak zaskoczyć widza nie do końca pasującym tytułem

Obraz
  „W głąb z ramion zeszła chyba dusza, nie dzieje się nic, nie porusza. W głowie spamy językowe, bezpiecznik strzelił w układzie nerwowym mym. (...)”  - LONT, „Odmiana”      Początkowo, zabierając się do pisania niniejszej recenzji, chciałem silić się na analizy językowe i ciut przesadny wywód na temat zjawiska. Później przypomniałem sobie o istnieniu piosenki pewnego starego malborskiego zespołu, który zamieściłem powyżej. Jak to mawiają anglojęzyczni, „KISS: Keep It Simple, Stupid”. Ostatni wers chyba najlepiej oddaje sens określenia „meltdown” – zabezpieczenia i ograniczenia w człowieku „strzelają”, a potem pojawia się trudna do powstrzymania furia. Czy było tak i w przypadku tego, co zobaczyliśmy na scenie? Zobaczmy...       Otrzymaliśmy niezwykle ciekawe przedstawienie relacji matki ze swoją nietypową córką, Laurą. Czemu właściwie nietypową? Cóż, dziewczyna miała zdiagnozowane spektrum autyzmu. W każdym razie – zaczynamy opowieść od uświ...