Recenzja festiwalu Pociąg do Miasta, XII Stacja Wspólnotowość

Tegoroczna XII edycja festiwalu teatralnego Pociąg do Miasta przebiegała pod hasłem szeroko rozumianej wspólnotowości. Tradycyjnie na festiwalu można było zobaczyć maraton siedmiu spektakli, każdy kolejnego wieczoru. Siłą tego festiwalu jest dostępność, to darmowe wydarzenie, które przyciąga tłumy, nie ważne, w której dzielnicy się odbywa. Mało osób wychodzi w trakcie, jednak na dyskusję z twórcami po występie może zostać tylko część. Wiele osób martwi się o dojazd do domu komunikacją zbiorową. Ja zawsze pedałuję na to wydarzenie, więc nie mam problemu z zaparkowaniem, a tym bardziej powrotem. Innym wyzwaniem jest temperatura, wieczory bywają bardzo zimne, choć w tej edycji pogoda dopisała. Spektakle są rozgrywane w plenerze, zazwyczaj na płaskiej powierzchni, bez wznoszenia sceny. Biorąc to pod uwagę oraz duże zainteresowanie, trzeba dużo wcześniej zająć miejsce, by widzieć, a czasem i słyszeć co się dzieje na scenie. Już pół godziny przed wydarzeniem pierwsze rzędy są pełne! W trakcie spektaklu „Love and death, sex, and illness" było dużo gry przy ziemi, miałam trzeci rząd, odbiór był już utrudniony, byłam częściowo pochłonięta nie sztuką, a szukaniem luki między głowami, tymczasem łącznie było chyba kilkanaście rzędów głów. Czy ten festiwal stał się ofiarą własnego sukcesu?

Trening uważnego widza

W tym roku nowością były warsztaty „Uważna widzka, uważny widz", prowadzone przez scenarzystę, dramatopisarza oraz chórzystę w Voces Gaudii – Szymona Wróblewskiego, które miały nas wgłębić w sztukę pisania, poprawić naszą uwagę, zaopatrzyć w język potrzebny do celnego opisu spektakli. W gronie kilkunastu osób, w tym paru osób będących codziennie, mogłam dyskutować o wrażeniach, porównywać je z odbiorem innych osób. A wszystko w miłej atmosferze, bez przemawiania z mikrofonem do tłumu kilkuset osób. W zeszłym roku zabrałam głos z mikrofonem, co bardzo stresowało, jednak chęć wyrażania swojej opinii wygrała. W tym roku swoje opinie wyrażałam na tych warsztatach, bardzo miło je wspominam!

Royberki

Fot. Karolina Kelia

Reżyseria, tekst: Lena Witkowska

Obsada, muzyka: Marika Bocewicz, Marta Wołczecka, Weronika Siwicka, Joanna Bielawska, Lena Witkowska

Video: Filip Jędrzejczak

TEATR ÓSMEGO DNIA / POZNAŃ

Festiwal otwarty został mocnym kopnięciem od Leny Witkowskiej, która w roli reżyserki i performerki oraz multiinstrumentaliski wraz z ekipą Royberek, pokazała bunt i walkę o podmiotowość, uznanie praw zwykłego człowieka. Był to teatr faktu, zdania z wywiadów przekształcone na scenariusz oraz piosenki pokazały nam, z czym się mierzy obecnie społeczeństwo. Pokazał też siłę jednoczenia się we wspólnoty, które nie dają się zagłuszyć przez osoby mające władze w mieście, korporacjach, czy kościele, rozwarstwieniu społeczeństwa. Ten spektakl miał scenę pełną instrumentów, dwie skrzynki oraz drabinę i dwie białe płachty materiału, a na zakończenie z przodu rozwinęła się trzecia. Bardzo zachwycało użycie drabiny na wszelkie możliwe sposoby, jednak królowała tu świetna muzyka, gdzie każda Royberka grała na różnych instrumentach, na żywo! Wyszłam z tego przedstawienia zadowolona, choć miałam oczywiście przemyślenia na temat ciężkiej codzienności osób pracujących w Amazonie, żłobianek, opiekunek osób starszych, aktywistek lokatorskich, czy pracownic niemedycznych w szpitalach. Myślę, że obecnie mam komfortowe życie, mimo lęków z mojej własnej trudnej przeszłości. Ten spektakl ugruntował mnie w przekonaniu, że siła leży we wspólnotach.

Meltdown

Fot. Karolina Kelia

Reżyseria, tekst: Małgorzata Lech

Obsada: Katarzyna Kopczyk, Karolina Lichocińska oraz Natalia i Agnieszka (video)

Choreografia: Iga Załęczna | Scenografia: Kamila Lech | Muzyka: Kamil Malchar

ROBIMY RUCH / KRAKÓW

Drugiego dnia udałam się na plac mojej byłej szkoły, aby zobaczyć kolejny teatr dokumentalny. Meltdown to sztuka z pozoru o spektrum autyzmu oraz relacji matki z neuroatypową córką. Jednakże, gdy się wgłębić w znaczenie, to zauważyłam tu historię o przemocy własnej najbliższej wspólnoty – rodzinnej, religijnej wobec młodej kobiety w ciąży, która potem zrobiła naprawdę wiele by poprawić swoją relację z córką, gdzie również można było zauważyć ciążące elementy wymuszania zachowań. Jednak matka tutaj wykazała się wielką odpowiedzialnością, za siebie oraz za córkę. Córkę, która była autentyczna jak dziecko, czasem egoistyczna jak dzieci na pewnym etapie rozwoju, a czasem bardzo dojrzała. W tym spektaklu reżyserka zebrała wywiady od prawdziwej matki i córki, przetworzyła je na scenariusz, a następnie przepuściła przez siebie i aktorki. Wraz z piękną choreografią, scenicznym ruchem i osobościami aktorek wyszła piękna opowieść, troszkę inna niż pierwowzory, jednak trafna i udana.

Ojcowie


Fot. Karolina Kelia

Reżyseria, tekst: Błażej Biegasiewicz

Obsada: Mateusz Grodecki, Maciej Karczewski, Filip Lipiecki, Marcin Piotrowiak

Wykonanie masek: Alicja Kolińska

Choreografia: Anna Obszańska

FUNDACJA HORYZONT SZTUKI / WARSZAWA

W środę udałam się, niespodzianka, znów na teren mojej byłej szkoły, tym razem SP 48, na plac zabaw, który zachwycił reżysera spektaklu Ojcowie. Ten występ zaczął się od ciąży, gdzie można było usłyszeć przytłumione głosy, jakby się było w brzuchu mamy. Był to dobrze zapowiadający wstęp, choć całość już mnie tak nie porwała, spektakl składał się z paru osobnych historii, pewnie wywodzących się z doświadczeń obsady i reżysera, na scenie były różne style grania, a niektóre sceny były niczym z kabaretu. Choć należy im się uznanie za wiedzę dotyczącą „obsługi" niemowlęcia, choć żaden z nich nie jest ojcem. Też żaden z nich nie zapytał własnego ojca ani żadnego innego, jak to jest być ojcem. Co jak sami przyznali w rozmowie po odegraniu spektaklu, świadczy o ich w pewien sposób trudnej relacji z ojcami. Na pewno zapamiętam z tej rozmowy radę z widowni – „nie mieszajcie oliwki i pudru, bo będzie błotko", choć sama pewnie nie zostanę matką.

Love and death, sex, and illness


Fot. Karolina Kelia

Reżyseria, choreografia: Wojciech Furman

Tekst: Justyna Tomska, Wojciech Furman

Obsada: Wojciech Furman

WOJCIECH FURMAN /POZNAŃ

Ten teatr fizyczny, jak to określił Wojciech Furman, oglądałam z dalszego rzędu, co mogło wypłynąć na mój odbiór. Tutaj ten jeden aktor-tancerz wiele czasu spędził tuż przy scenie, walcząc z własnym ciałem, spodniami, ciało domagało się czegoś innego, niż jego własna świadomość. On sam na scenie motał się, ruchem pokazał stratę realną – dziewczyny, „porzuconego kochanka" jak to powiedział oraz możliwą stratę matki poprzez nowotwór. Z pomocą krzesła, jednego i drugiego, dwóch kurtek. Czuło się te emocje, momentami byłam tym pochłonięta, innymi szukałam go na scenie pomiędzy głowami publiczności. W trakcie zwieńczenia sztuki wspiął się na krzesło, podniósł rękę niczym statua wolności i rzekł głośno: „jestem smutny". Pokazał, że ma prawo do tych emocji, że można je publicznie przeżyć, a także, że wiele osób to ukrywa, więc my też często to ukrywamy. Przemawia to do mnie, gdyż osobiście sama się o tym przekonałam w trakcie mojego kryzysu psychicznego, też dałam sobie prawo wszystkim powiedzieć o swoich emocjach. Piękny teatr, szkoda, że nie siedziałam bliżej, by mnie pochłonął tak jak niektóre osoby ze wspomnianych warsztatów uważności.

Aqua sapiens


Fot. Karolina Kelia

Reżyseria: Anna i Tomasz Rozmianiec

Obsada: Agnieszka Mikulska, Anna Rozmianiec, Magdalena Przybylska, Barbara Bartkowiak, Jakub Woźniak, Michał Bobrownicki, Karol Loręcki, Artur Małecki, Łukasz Jata, Tomasz Rozmianiec

Choreografia: Anna Rozmianiec | Scenografia: Anna Rozmianiec, Agnieszka Mikulska

Muzyka: Jakub „Gonzo" Woźniak

TEATR FUZJA / POZNAŃ

Piątego dnia festiwalu dostaliśmy teatr dla masowego odbiorcy, prosta historia, bez dodatkowych zawiłości i smaczków dla wytrawnego widza znającego kontekst literacki. Mimo dużej ilości wrażeń, największej scenografii i obsady, pięknie skomponowanej muzyce i grze świateł, chwilami się dłużył, powtarzali te same ruchy, bez wprowadzenia innych środków wyrazu artystycznego. Też przychodziło mi na myśl BHP, gdy dwie osoby paradowały na bardzo wysokim wózku z wanną, czy one nie spadną? Na szczęście nie spadły i myślę, że zadowolili publiczność! O czym była ta sztuka? O walce o zasoby, hierarchii, troszkę o kulcie religijnym. Ograniczony dostęp do wody, która była przeznaczona dla białych, niczym arystrokratycznych postaci, oraz rybkach, które musiały obsługiwać, dostarczać wodę. A na wstępnie porwali publiczność, gdzie dwójka szczęśliwców przeszła próbę wody, choć z tej dwójki jeden pan został przyjęty do arystokracji, a pani została mimowolnie przekształcona w usługującą rybkę. Publiczność została z pytaniem, czy umiemy dbać o zasoby, o siebie i inne osoby? 

Frogshop

Fot. Karolina Kelia

W sobotę przed Halami Targowymi uraczyła nas historia z pewnego wycinka rzeczywistości zwykłego człowieka żyjącego w Polsce. Trudno się nam wyrwać z często przytłaczającej rzeczywistości, gdzie znaleźć szczęście? Tutaj pracownica sklepu, ajent niby posiadający własny sklep, jednak oboje będący w pewnym zniewalającym systemie. Do tego było kilka innych postaci, menadżer z tej korporacji sklepów, menel i jednocześnie pracownik budowlany kupujący małpki, hotdogi i fajki, czy ksiądz „rozdający" firmowe samochody. Komu ulegamy? Systemowi, przełożonym, czy może własnym pragnieniom? A gdzie znaleźć szczęście? Jaką wspólnotą jesteśmy? Teoretycznie mamy bardzo dobre krajowe statystyki dobrobytu. Tu zwykła pracownica odnalazła chwilę szczęścia na jeziorze. A czy my potrafimy? Ja próbuję szukać tego, gdy pedałuję przez Gdynię i okoliczne lasy. Jednak czy odnajduję? Myślę, że czasem owszem, odnajduję szczęście. Choć nie wiem, czy potrafię skupić swoje myśli na nim, a nie na problemach.

Kto zabił w Konitzville

Fot. Karolina Kelia

Scenariusz i reżyseria: Ewa Ignaczak

Asystentka: Monika Jarząbek

Obsada: Bartłomiej Deklewa, Piotr Rogalski, Piotr Ujejski

Oprawa muzyczna, wizualizacje i światła: Marzena Chojnowska

Na zakończenie festiwalu rozpoczęliśmy od podziękowań, miastu, ekipie festiwalowej, osobom widzowskim, było to pięknie przeprowadzone i wymyślone, cytowane teksty ze wszystkich spektakli i miejskich wydarzeń. Po tym wydarzeniu rozpoczęła się ostatnia sztuka. W mojej ocenie była to najbardziej wyrafinowana, inspirowana powieścią Artura Grysiaka i Rafała Matusza o tytule „Konitzville". Choć też przez to była dla mnie trudniejszą w odbiorze, te same osoby grały różne postaci, sporo wygłaszanego monologiem tekstu bez mikroportu utrudniło mi odbiór i utrzymanie uważności na znaczeniu przekazu. Istotnym dodatkiem był duży kontekst historyczny, przenieśliśmy się do przedwojennych Niemiec, gdzie pogarda do żydów, która rozwalała wspólnotę miasta. Tytułowe morderstwo było czymś, co przelało czarę goryczy. Walka różnych lęków różnych osób rozwala tkankę miejską, mrok pokonuje wspólnotę. To rodzi pytania, jaka jest nasza miejska i krajowa wspólnota? Co nas dzieli, rozwala, antagonizuje? A co nas może połączyć?

Podsumowanie, jaka wspólnota osobo wariacka?

Byłam gościnią tego festiwalu już któryś rok z rzędu, zawsze na każdym przedstawieniu, bez martwienia się o pracę z powodu urlopu. Daje mi to możliwość pochłonięcia się w ten festiwal, a także takie fajne wydarzenia jak warsztaty przed spektaklem, czy rozmowy z twórcami po nich. Myślę, że jest to siłą tego festiwalu, bliskość twórców i teatru, a do tego różnorodność spektakli jest wspaniałym zwieńczeniem. Choć też muszę przyznać, że następuje zmęczenie, nasz układ nerwowy ma ograniczone zasoby, więc i nasza uwaga taka jest. Nie dostrzegę wszystkiego, nawet jakbym na wszystko patrzała. Jednak chyba nie muszę wiedzieć wszystkiego i mam prawo do własnych ułomności? Choć też ważne jest dobro wspólnoty, co pięknie pokazuje dwunasty „Pociąg do Miasta". Dziękuję, że to robicie!


Karolina Kelia





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

SKRAWKI MIEJSKIE – ANATOMIA ZDARZEŃ. KIESZENIE PEŁNE WSPOMNIEŃ

Anatomia zdarzeń. Kieszenie pełne wspomnień

MyLove – spektakularna podróż w istotę tożsamości płciowej