Islandia z Dziadkiem i Antosiem. Część 3 - Fotel. Michał Gondek

 


Antoś przyglądał się, jak dziadek wrzuca polana do kominka.

Było w tym coś pierwotnie pięknego. Sam dźwięk strzelania płonącego drwa koi duszę, tak zawsze mówi dziadek. Teraz chciał zrobić niespodziankę swoim przyjaciołom z klubu gołębia i wysłać im kartkę z zimnej Islandii. Historyjkę już jakby w głowie miał, ale nurtowało go coś innego. Siedząc na wygodnym, olbrzymim fotelu, zastanawiał się, jak oryginalnie zaadresować list. Czy trzeba go podpisać, czy może z samej treści wyjdzie, że to on wydukał te kilka słów w języku elfów. Zapytał więc:

(Antoś): dziadkuuuu, powiedz mi proszę, dlaczego ludzie podpisują się imieniem i nazwiskiem? A niektórzy to nawet dwoma nazwiskami! Zastanawiam się nad tym ostatnio. Skoro piszą nazwiska kilkuczłonowe, to czemu nie od razu wszystkich imion? Tak sobie myślę dziadku, że najlepiej by było, gdybyśmy wszyscy mieli indiańskie imiona, o! One są zawsze z ciekawą historyjką.

(Dziadek): bo widzisz Antoś, to jest tak, że na świecie jest siedem, a może już nawet i osiem miliardów ludzi. I właśnie! Żeby się nam nie pomyliło, do imion dodawane jest nazwisko, które często świadczy o linii rodowej. Jeśli mieszkałbyś w małej wiosce, gdzie społeczność to zaledwie kilkadziesiąt ludków, mógłbyś nazywać się trochę po indiańsku. Na przykład: Antoś spod Gruszy albo Roman Rybak! Kiedyś tak było, że to, co robisz i czym się zajmujesz, określało tożsamość twojej osoby. Teraz ludzie mają milion zajęć, miliard zainteresowań, więc ciężko byłobyim przypisać pojedynczy, imienny człon.

(Antoś): hmm, no dobrze, Dziadku. Nie wiedziałem, że to takie skomplikowane?! Dobrze, że ten mój fotel to po prostu fotel, a nie jakiś Czarek z lasu brzozowego – zaśmiał się Antek.

(Dziadek): To prawda! Ale wiedz, że i meble mają swoje historyjki. Twoje siedzisko też ukrywa pewną włoską legendę Antku. Usiądź wygodnie i posłuchaj. Otóż kilka wieków temu, w słonecznej Toskanii, żył Pan Francesco. Był miejscowym gawędziarzem o wielu pasjach. Najmocniej uwielbił on rozprawianie o drzewach oraz o tym, co potrafi z nich wyrzeźbić. Jego znajomi narażeni byli na szalone dysputy, które wywoływał ten amator stolarstwa garażowego. Nikt tak naprawdę nie widział jego tworów, ale dzięki jego opowieściom dostawały wielu odnóży. Mimo iż bywały tylko tapczanami bądź wersalkami z poprzedniego wieku.

Pewnego razu został wezwany na audiencję do króla, również amatora mebli skandynawskich. Jak widać, znudziły mu się owe szwedzkie paździerze. Powiedział więc do Francesca te oto słowa:

(Król): drogi przyjacielu, twoja reputacja jest mi znana od dawna. Wiem doskonale, że pasją twą są twory z dębu i jesionu. Jak widzisz, moje królewskie komnaty powoli dogania ząb czasu. Najgorsze jest jednak to, że ostatnio bardzo niewygodnie mi się rządzi. Nie chodzi o moich poddanych oczywiście, których wielbię, lecz o – tu szeptem zaczął prawić – chodzi o mój zadek Panie Francesco! Trzeba go ratować! Dość mam już tych kanciastych rodowych krzeseł. Podkładam poduszki i nic! Poduszeczki i kocyki, ale nadal poślady obolałe. Potrzebowałbym zmiany! Czegoś, co ożywi ducha mojego zamku, przepraszam, zadku. Koniec z surowymi tradycjami, przecież bycie królem może być trochę przyjemne. Prawda, Panie Francesco?

(Francesco): Królu mój łaskawy. Oczywiście, że można coś poradzić. Mam nawet pewien projekt w garażu, którego jak dotąd żadne oko nie widziało. Myślę, że będzie w sam raz na jego ekscelencji poślady. Mam tylko jedną prośbę, Panie mój królu, wieczny zarządco naszych ziem.

(Król): czego byś sobie życzył, mój drogi?

(Francesco): Chodzi o to, że przeczuwam kres mojego istnienia na tym padole. Co za tym idzie, moje nazwisko rodowe, również odejdzie wraz ze mną.

Jak wiesz Panie, jestem kawalerem. Jakoś tak wyszło. Ugrzęzłem w pasji drewnianej świata. I nie miałem okazji spotkać kobiety, która przeszłaby ze mną drogę życia. Kiedyś uklepałem sobie chłopczyka Pinokio o bukowych nóżkach, ale to inna bajka.

Pomyślałem, że może jest szansa, aby siedzisko, które dla króla wykonam, otrzymałoby królewskie błogosławieństwo i zapisze się o tym w miastowych księgach. Wtedy i moje nazwisko będzie uwiecznione.

(Król): ależ oczywiście, drogi Francesco. Stanie się tak, jak sobie tego zażyczyłeś!

(Dziadek): Po trzech dniach i trzech nocach, dokańczania, inkrustowania owego siedziska, wszystko było gotowe.

Na czwartkowej prezentacji tłum zebrał się na placyku. Również chcieli się w końcu przekonać o talencie swojego przyjaciela Franco. Wtem pojawił się i król. Kiedy dzielnie wkroczył w purpurowych szatach, zdjęto zasłonę owego mebla. Oniemiały monarcha oraz oszołomiona widokiem publiczność, wzruszyła się na widok wynalazku, który po raz pierwszy był czymś więcej niż tylko historyjką barową.

To coś było połączeniem krzesła oraz kanapy! Taboretu, ale i również miękkiej poduszki z feniksowego pierza. Zawierało obietnice komfortu oraz wiecznej wygody. Król rozsiadł się miękko, uśmiechnął szeroko w błogiej rozkoszy i powiedział:

(Król): Francko! Zaprawdę, wielki z Ciebie artysta. Od dziś każdy mieszkaniec naszego grodu otrzyma takowy prezent. Powiedz mi, jak go nazwałeś, a skryba zapisze wszystkie detale w królewskich księgach!

(Francesco): najdostojniejszy królu, przyjacielu nas wszystkich. Mebel nazwałem Fotello. Pierwsza litera jest inicjałem mojego imienia. Natomiast Otello to moje nazwisko rodowe. Mam nadzieję, że dzięki temu pamięć po mnie nie zaginie, gdy odejdę w zaświaty, do wiecznego tartaku – taką wizję nieba miał nasz drewniany Francesco.

(Król): Tak się zatem stanie, mój Ty największy artysto naszej winnej Toskanii. Wiwat Francesco! – rzekł król.

Tłum w swych owacjach, wrzał na stojąco przez długi czas. Podczas gdy Francko wymieniał niedźwiedzie uściski z przyjacielem, siedzącym na wygodnym tronie. Po kilku tygodniach, każdy w swym domostwie otrzymał zasponsorowany mebel od dobrego króla i jeszcze lepszego przyjaciela.

(Dziadek): W naszym języku, Antku, mówimy mniej śpiewnie, niż włoskie sąsiady. Dlatego końcówka jest skrócona. Ale widzisz, fotel na którym siedzisz, to pomysł Pana Francesca Otello, który w ten sposób pozostawił żywą pamięć pod naszym zmęczonym zadkiem.



Michał Gondek

Opowiadanie powstało w ramach warsztatów literackich "Ballady Osiedlowe" zorganizowanych w listopadzie i grudniu 2020 roku przez Teatr Gdynia Główna

Komentarze